Podróże

W Krainie Kangurów

Co to jest glamping? Czym są road-kille? Dlaczego Australijczycy nie znoszą kakadu? Ile osób ginie rocznie od ugryzienia pająków w Australii? Czy da się dogadać z mieszkańcem Outbacku i co to w ogóle jest? Tego wszystkiego dowiedzieliśmy na spotkaniu zorganizowanym w połowie marca w Bochni.

Podczas tej odsłony cyklu „Na Świat – Podróże z Pasją” goszczono Monikę Szybowską oraz Grzegorza Kasperczyka – podróżników, blogerów, pasjonatów wspinaczek górskich i wszystkiego czego można spróbować „wychodząc poza strefę własnego komfortu”. Grzegorz pochodzi z Częstochowy, z wykształcenia jest nauczycielem. Monika jest marketingowcem z okolic Krakowa. Kilkanaście dni temu wylądowali na lotnisku w Krakowie, po prawie dwuletnim pobycie w Australii, gdzie pracowali, uczyli się, podróżowali i wchłaniali tamtejszą kulturę. O tym czy naprawdę ten kraj jest idealnym miejscem do życia, jacy są Australijczycy, jak zwiedzać ten najmniejszy kontynent Świata; opowiadali 18 marca w Hotelu „Nowa Bochnia”.

Perła Pacyfiku

2016-03-30_kanguryPodróż w jaką zabrali uczestników spotkania, rozpoczęła się w Sydney (w którym mieszkali). W metropolii ze 120-stoma miejskimi plażami. Zatłoczonym, kolorowym i najpopularniejszym mieście Australii. Również bardzo bogatym, drogim dla przybyszów i pięknym. Ciekawostką jest zamiłowanie Sydnejczyków do sztucznych ogni, których pokazy są stałym elementem każdego tygodnia. Z kolei w okresach świątecznych fajerwerki można podziwiać… codziennie. Monika z Grzegorzem podkreślali jednak, że Sydney to nie prawdziwa Australia. Ona zaczyna się na Outbacku (z ang. outback – odludny). Czyli na słabo zaludnionej, pustynnej części Australii.

Przez Outback biegnie trasa o nazwie Stuart Highway, o długości 2834 km. Łączy północ z południem Australii – prawie idealną, prostą kreską szerokiej, płaskiej i nagrzanej jak patelnia drogi. Zakręty wprowadzono na niej jedynie po to, aby kierowcy nie zasypiali podczas monotonnej podróży. Na Stuart Highway nie obowiązują żadne ograniczenia prędkości, ale nie zapewnia to szybkiego pokonania trasy. Przejazd tą drogą po zmroku jest szalenie niebezpieczny i wręcz odradzany. Wraz z nastaniem ciemności drogę opanowują… kangury. W kraju, w którym jest ich więcej niż ludzi, spotkanie z nimi jest nieuniknione. Skutki zderzenia z tak dużym zwierzęciem są bardzo nieprzyjemne. Po nocy pobocza usiane bywają martwymi zwierzętami, które nazywane są road-killami (od ang. słów „road” – droga, „kill” – zabić).

Dzikie piękno

Australia to piękne, dzikie krajobrazy i tysiące plaż. To słynne miejsca jak Góra Kościuszki, skała Uluru, która zmienia swój kolor o zachodzie słońca, czy Wielka Rafa Koralowa. Integralną częścią tego kraju jest bogactwo fauny. Zabawne oposy, wiecznie zaspane misie koala, rozkrzyczane papugi kakadu (znienawidzone przez mieszkańców za ogromny hałas jaki robią)… No i flagowe kangury. Zwierzak ten znajduje się w australijskim godle, jako symbol kraju idącego naprzód (kangury nie potrafią chodzić do tyłu). Występuje również w supermarketach w formie… steku na grilla. A trzeba wiedzieć, że grillowanie (a dokładniej „barbie” od ang. słowa barbecue) to w Australii „sport narodowy”! Polegający na leniwym przerzucaniu steków, z butelką piwa w dłoni i rozmowie z sąsiadami. Australijczycy to niesamowite gaduły. Problem leży w zrozumieniu ich języka angielskiego. Nieznośna maniera skracania wszystkich słów powodowała, że nasi Podróżnicy mieli spory kłopot w dogadaniu się z mieszkańcami Outbacku (mimo, że Grzegorz jest nauczycielem j.angielskiego…). Oni z kolei nie mogli zrozumieć jakim cudem Monika z Grzegorzem są w stanie nocować na kempingu w jednym, małym namiocie. Mieszkańcy Australii uwielbiają bowiem wielkie przyczepy kempingowe z wszystkimi możliwymi bajerami. Ich wyjazdy na łono przyrody nazywane jest glam-pingiem (od „glamourous camping” – efektowny kemping).

Mottem Australijczyków i zdaniem które słyszy się setki razy w ciągu dnia jest „no worries mate”. Co w tłumaczeniu oznacza – „nie martw się kolego”. I tak właśnie się tam żyje. Z uśmiechem, bez zmartwień – jak w raju. Wszak australijskie Melbourne w 2o15 roku, piąty raz z rzędu okrzyknięto najlepszym miastem do życia, na świecie.  A tych którzy boją się jadowitych pająków, które w Australii występują bardzo licznie, uspokajam – od 1984 roku nikt nie zginął od ich ukąszenia. Jak raj to raj…


Monika z Grzegorzem prowadzą podróżniczy blog Smoki i Kangury . Współpracują również z jedną z agencji edukacyjnych z Sydney. Pomagają i doradzają wszystkim zainteresowanym wyjazdem do Australii.

komentarze 3

Tutaj wpisz swój komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *